Barcelona, Beijing, Bensheim, Berlin, Biała Rawska, Białystok, Bonn, Buenos Aires, Cordoba, Czeladź, Frankfurt am Main, Góra św. Anny, Hamburg, Hannover, Helsinki, Hohenheim, Kraków, Las Vegas, Łódź, Malbork, Mejszagoła, Montreal, München, New York, Nowa Huta, Nowa Ruda, Oberursel, Philadelphia, PA, Praha, Ratingen Rawka, Reims, Sosnowiec, Strzelin, Tarnów, Tel Aviv, Tomaszów Mazowiecki, Vienna, Warszawa, Wrocław, Zakopane, Zawoja, Złotów, Żory
Blog > Komentarze do wpisu
Le Roi est moprt. Vive le Roi! Robert (Booby) Fischer

Wczoraj, wraz z wiadomoscia, ze zmarl Robert (Booby) Fischer, dla szachistow mego pokolenia
skonczyla sie pewna epoka. Jeszcze do wczoraj wiekszosc z nas wierzyla – i oczekiwala – ze ON wroci do szachownicy. Wsrod nas byli i tacy, ktorzy jeszcze w polowie lat dziewiecdziesiatych czynili starania aby doprowadzic do meczu Fischera z Anatolijem Karpowem. Meczu, ktory w 1975 roku nie doszedl do skutku. Walkowerem korone mistrza swiata zerwno z glowy Amerykanina i na dziesiec lat wypozyczono Rosjaninowi.
Fischer dla mego pokolenia byl czyms wiecej niz « zwyklym, jednym z wielu » mistrzem swiata w szachach. Byl ON symbolem tego, ze zdolny Czlowiek, dzieki swej woli i pracowitosci, moze z powodzeniem walczyc z calym systemem. Albowiem szachy sowieckie w polowie lat piecdziesiatych ubieglego stulecia byly dobrze zorganizowanym i sprawnie dzialajacym systemem. Systemem ulatwiajacym najlepszym z wyselekcjonowanych rozwijac swe mozliwosci do maksimum.
Fischer SAM naruszyl ten porzadek...
W polityce z JEGO wzoru skorzystal – choc byc moze nieswiadomie – NASZ Lech WALESA doprowadzajac do likwidacji zdajacego sie dominowac nad swiatem sowieckiego komunizmu.
O Fischerze napisano tyle rozmaitych rzeczy, ze dzis nielatwo zorientowac sie w tym co bylo prawdziwe a co stanowilo wytwor wrogiej dlan propagandy.
Odrzucic z niesmakiem trzeba wszelki opowiadania, ze « Fischer wczesnie porzucil szkole i byl Czlowiekiem bez wyksztalcenia ». Szkole porzucil...ale zostal samoukiem. Opanowal kilka jezykow.
Posiadal szerokie zainteresowania, ktorymi dzielil sie tylko z najblizszymi.

Wyjatkowo wiele zrobil aby szachy zyskaly na popularnosci. Jego kolekcja garniturow (jako 20 latek mial ich dobra setke) sluzyc miala – i sluzyla – pokazaniu, ze « szachista to nie pierwszy lepszy z ulicy... ».
Domagal sie – i uzyskiwal – zawrotnych, jak na tamte czasy honorariow. Jednoczesnie potrafil odmawiac intratnego udzialu w reklamach. Uwazal, ze opowiadanie za pieniadze, ze uzywa pasty « X » do zebow, gdy faktycznie korzysta z pasty « Y » byloby postepowaniem niegodnym mistrza szachownicy. Ba, na fundusz nagrod, w wysokosci pieciu milionow dolarow za ewentualny mecz z Karpowem, skusic sie nie dal. Na pierwszym miejscu stawial regulamin meczu, ktory uwazal « za jedyny sluszny » (na takich warunkach odbyl sie Jego mecz ze Spasskim w 1992 roku).
Mylili sie – zlosliwie pomawiali(!) - ci co nadmiernie uwypuklali Fischerowskie spory z organizatorami.
Fischer walczyl o poprawe warunkow gry w szachy dla wszystkich. Domagal sie ciszy i przestrzeni na sali, dobrego oswietlenia. Do sprawdzania tego ostatniego wymyslil test z olowkiem stawianym na stole, ktory po wlaczeniu lamp...nie rzucal zadnego cienia.
Gdy na jednym z turniejow zazadal podwojenia kieszonkowego – organizator natychmiast odpowiedzial: - « Zgoda. Dostanie Pan dwa razy wiecej ».
Nastapila replika Fischera: - « Dostac maja wszyscy. Inaczej....wyjezdzam! »
I wszyscy dostali!

Jak blado wygladaja ci, ktorzy z rak Fischera przechwycili korone mistrzowska i mieli smialosc krytycznie wypowiadac sie o tym co Amerykanin zrobil dla szachow.O Jego wielkosci swiadczy tez fakt, ze wczoraj przez caly dzien , na calym swiecie, w dziennikach radiowych i telewizyjnych, mowiono o Jego odejsciu na zawsze.

Wreszcie, dla nas szachistow najwazniejsze, bedace chyba glownym powodem szacunku, ktory w nas wzbudzal i stanowiace podstawe do formulowania ocen: JAK ON GRAL...

Bezkompromisowa walka. Jej oddane wszystkie sily podczas domowego przygotowania i w trakcie partii, na scenie. Zwyciestwo w meczu lub turnieju zapewnione...a ON dalej w kazdej kolejnej partii staral sie walczyc o zwyciestwo. Efektem: mecze pretendentow wygrane do zera; pierwsze miejsca w turniejach z wielopunktowa przewaga.
A jak gral blitza...nowinki teoretyczne w co drugiej partii; jaka szybkosc przestawiania figur; na pieciominutowego blitza zuzywal poltorej, gora dwie minuty czasu. Gdy gral blitza wowczas dopiero, nawet dla amatorow, uwidacznial sie dystans, ktory dzielil GO od innych wspolczesnych.
Styl gry: krystalicznie jasny, zdominowany przez logike i precyzyjna kalkulacje.

Fischer zostawil nam fantastyczny spadek: swoje partie w tym « 60 Pamietnych » w postaci specjalnej ksiazki.
« Styl to Czlowiek » - wszak kazdy z nas jest niepowtarzalny- trudno wiec sobie wyobrazic, ze pojawi sie « ktos » kto bedzie gral jak Fischer. Niemniej Jego tworczosc juz wywarla wplyw i nadal wywiera na rozwoj wielu talentow.
Co za zbieg okolicznosci. Wczoraj wiadomosc o smierci Fischera dotarla do nas gdy obserwowalismy jak na turnieju CORUS w Wijk aan Zee 16 letni Norweg Magnus Carlsen ogrywa slynna Wegierke Judith Polgar.
Mlodzik gral jak...Fischer! Nowinka teoretyczna i przejecie inicjatywy. Wybor jasnej klarownej drogi - bez najmniejszych komplikacji. Sprytne skoszenie dwoch pionkow i...egzekucja!

Trudno oprzec sie i nie zakrzyknac:
Le Roi est mort. Vive le Roi!

k.pytel
Reims, 19.01.2008

http://pytel.site.voila.fr  

----- Original Message -----
From: Krzysztof Pytel
To: sowa-frankfurt@o2.pl ; Konrad Tolkacz ; Andrzej Sykula ; joanna.pomian@echecs.asso.fr ; Sekretariat
Sent: Saturday, January 19, 2008 12:34 PM
Subject: Le Roi est mort. Vive le Roi!
sobota, 19 stycznia 2008, kultur

Nasza Czeladź

Utwórz swoją wizytówkę kosiewski.
Add me to your address book